© Ralf Meyer l Sylt Marketing

Naturalnie Sylt

Wyspa nocą

Magia 
ciemność

Umierać Zimowe noce na Sylcie wielka moc a każdy, kto odkryje ją osobiście, pokocha jej magię. Ten Tydzień sztormu na Sylcie (od 18 do 26 stycznia) oferuje mnóstwo okazji, by doświadczyć długich nocy na wyspie w całej ich okazałości. Dla Nocne wydanie „Naturalnie Sylt” pokazaliśmy ludzi, którzy pracują, gdy wszyscy śpią, fotografują zorzę polarną, opiekują się gośćmi, pieką chleb i ratują ludzi w niebezpieczeństwie na morzu. Oczywiście, przyjrzeliśmy się także życiu nocnemu wyspy Sylt. Wielką stałą w ciemnościach Syltu są pięć latarni morskichktóre prezentujemy i do których przydzielamy wywiady, filmy i reportaże.

© Holm Löffler
W stożku świetlnym latarni morskich Lister 
© Ralf Meyer
  • Biała wieża Bliźniaczych Wież w Ellenbogen jest jednocześnie najdalej na północ wysuniętą budowlą w Niemczech. 

Lista-Zachód

Mały, ale potężny

Mały biały - pierwsza latarnia morska po minięciu punktu poboru opłat w Lister Ellenbogen - idealnie oddaje idyllę. Może przypisać sobie superlatyw: 11,3 metrawysoka wieża o wysokości ogniowej 19 metrów, jest najbardziej wysunięty na północ budynek w Niemczech. Na dodatek znajdują się jeszcze dwie kolejne latarnie, które West Tower dzieli ze swoją siostrą, położoną dalej na wschód. Dwie latarnie morskie typu Lister są najstarszymi na zachodnim wybrzeżu i pierwszymi w Niemczech, wykonanymi z żeliwnych, przykręcanych płyt.

Latarnie morskie Lister były 1857 w imieniu Król duński kto był wówczas „szefem” na wyspie Sylt. Budowa była odpowiedzią Danii na dużą liczbę utkniętych na mieliźnie statków handlowych, o których w połowie XIX wieku musieli informować strażnicy plaży na północy Syltu. Szlaki morskie wyspy Sylt, a w szczególności Lister Tief, nadal stanowią wyzwanie.

Bliźniaki oddano do użytku w 1858 roku. Od 1977 roku światła orientacyjne są – co nie jest zbyt romantyczne – sterowane zdalnie. Jeszcze jedna mała wada: nie można ich odwiedzać. Na pocieszenie kilka szczegółów dla osób interesujących się technologią: układ optyczny składa się z soczewki pasowej o ogniskowej 280 mm i wysokości 85 cm. Dla Światło zapewnić na wieżę dwie lampy metalohalogenkowe - jeden pełni dyżur nocny, drugi pozostaje do dyspozycji jako rezerwa na wszelkie ewentualności.

Ogień Wschodni

Sielanka pocztowa
deluxe

13 metrów wyżej Wschodnie światło góruje nad wydmą. Pomiędzy nimi rozciąga się dokładnie 2.700 metrów wydmowego krajobrazu. Wieża ta początkowo była jednolita, biała, ale później otrzymała czerwony pas, aby ułatwić jej identyfikację. Jego również można podziwiać tylko z daleka. Szczególnie z Powody ochrony przyrody. Ponieważ u jego stóp leży dość wyzywająca i bardzo prywatna posiadłość kryta strzechą (patrz także kolumna), pochodząca z czasów Lata 50. znacznie mniejsze był i w przeszłości również Latarnicy morscy jako dom podano. 

© Holm Loeffler
  • Gdy hałas świata ucichnie.

© Holm Loefller

Conni i Thomas Diedrichsenowie

Pustelnia na Łokciu

Jedyni na cztery kilometry kwadratowe duży łokieć dokładnie naprzeciwko najczęściej fotografowanego zespołu latarni morskich, są Conni i Thomas Diedrichsenowie. Uwielbiają zimę z jej długimi, ciemnymi i spokojnymi nocami, podczas których ciemność rozświetla jedynie blask latarni morskich. Jesteś tutaj Gastgeber, dbajcie o przyrodę, ale także o owce. Należą również do społeczności Listland, liczącej około 40 właścicieli, a odpowiedzialność tę podejmują na zasadzie wolontariatu. 

Konnis Papa Petje kupił w latach 60-tych budynek należący do „Instytut Biologiczny Helgoland„na łokciu i zamienili go w restaurację. „Młodzi” Diedrichsenowie mieszkali w najbardziej wysuniętej na północ części wyspy przez prawie 2,5 dekady i wychowali tu swoich dwóch synów. Twój następny Lokalni sąsiedzi mieszkam dziesięć kilometrów stąd. Już od dawna nie było tu żadnej restauracji. Conni i Thomas Diedrichsen oferują w swoim Dom „Uthörn” Apartamenty Wakacyjne:Kto chce całkowitego pokoju i Moc nocy Sylt chcesz czuć, jest dokładnie tutaj.

  • Wyzwaniem było otwarcie serc odwiedzających Ellenbogen i gości, a jednocześnie zachowanie wrażliwego naturalnego miejsca, opisz te dwa tutaj.
     

Latarnik Morski Norwegii

Przygoda z wizją

Thomas Bickhardt wie wszystko o niekończących się zimowych nocach na wzburzonym morzu. Kiedy wiesz, że spędził kilka lat na klifie o wysokości 42,5 metra na małej wyspie na zachodnim przylądku Norwegii, latarnik mieszkał i pracował tam w sumie przez 25 lat, całkowicie z własnej woli, ponieważ mając niewiele ponad 30 lat, realizował wielkie marzenie swojego życia, więc można by się po nim spodziewać znacznie większej ekscentryczności. Ale na szczęście tak to jest z oczekiwaniami. Często są one rozbierane i można stworzyć nowe zdjęcie. A pozbycie się zastrzeżeń to jeden z ulubionych tematów Thomasa Bickhardta. Mieliśmy szczęście przed jego odczytem na „Tydzień sztormu w Sylt”* porozmawiać z hamburskim psychologiem, fotografem, mechanikiem okrętowym i bon vivantem.

Co czeka Cię po życiu w latarni morskiej, gdzie nawet pójście do skrzynki pocztowej w burzliwe dni może stać się przygodą?
Thomas Bickhardt: Obecnie mieszkam w Hamburgu, jestem purystą, szczęśliwym i entuzjastycznie nastawionym do życia w mieście. Nie potrzebuję już, żeby było tak brutalnie. Noszę w sobie wszystko, czego doświadczyłem. Teraz moje życiowe marzenie jest inne. Jako mały przykład podam, że lubię spotykać się z ludźmi każdego dnia, na spacerach i w życiu codziennym. Moją książką „Wind Force 15” chcę zachęcić ludzi, aby podążali za swoimi marzeniami i je spełniali – bez względu na to, jak szalone i egzotyczne mogą się wydawać.

Czy wierzysz w duchy w nocy?
Thomas Blickhardt: Absolutnie. Było ich kilku przy mojej latarni morskiej, w budynku gospodarczym. Jestem tego pewien. Ale nie musisz podchodzić do nich ze strachem i ekscytacją. Zniknęły również po pewnym czasie od remontu.

Mówisz, że nie tęsknisz za życiem latarnika, że ​​po prostu doświadczyłeś przygody, niebezpieczeństwa, magii i dzikości wystarczająco intensywnie. Co zrobiło na Tobie największe wrażenie podczas nocy w Norwegii?
Thomas Blickhardt: Można nauczyć się kochać wielką ciemność w zimie w Norwegii. Otacza i wyostrza percepcję. I oczywiście były też liczne epickie noce spędzone w latarni morskiej lub podczas wypływania łódką. Z zorzą polarną lub Drogą Mleczną na zachodzie. Czasem nawet lubiłem leżeć na ziemi podczas burzy, ciemności i złej pogody, czekając w nieskończoność na właściwy moment, aby zrobić zdjęcia. To również mogłoby się zmienić i dziś już by mnie nie dotyczyło.

© Thomas Bickhardt l Bickfoto

Ich powrót z Norwegii rok temu dodaje odwagi, że nawet wielkie idee mogą się zmienić i może zrodzić się coś zupełnie nowego. Ich obecna misja jest symbolem faktu, że nawet utrwalone zachowania można odwrócić. Nie w ostatniej kolejności poprzez uświadomienie sobie procesów…

Thomas Bickhardt: To prawda. Mam Instytut TILLIT i prowadzą kursy przeciwko chorobie morskiej. Szkolę również innych terapeutów, aby mogli pomagać jeszcze większej liczbie osób cierpiących na chorobę morską.

Fascynujący. Czy można uwolnić się od najgorszych mdłości na wzburzonym morzu? Jak to działa?
Thomas Bickhardt: Mózg każdego człowieka musi przestawić się na warunki morskie, aby zrekompensować ruchy na wodzie. Proces ten jest bardzo złożony i czasami trwa kilka dni. W tym czasie organizm reaguje objawami choroby morskiej. Niektórzy dotknięci tą chorobą cierpią tak bardzo, że są w stanie prawdziwej traumy. Ale możesz nauczyć się natychmiastowego przełączania na tryb morski i stać się godnym żeglugi. Na moich kursach uświadamiamy sobie procesy leżące u podstaw wszystkiego i ćwiczymy „zasadę stanu morza” za pomocą bardzo konkretnych ćwiczeń. Nawet poważnie poszkodowani zawodowi marynarze mogą odzyskać zdolność do żeglugi i kontynuować wykonywanie swojego zawodu.

© Thomas Bickhardt l Bickfoto
Uwielbiam moc i spokój nocy. Jeśli nie mogę spać w nocy, po prostu wstaję i trochę pracuję.
Thomas Bickhardt

To z pewnością długi proces. Jaki jest wskaźnik sukcesu?
Thomas Bickhardt: 80 procent uczestników kursu jest w stanie raz na zawsze zapomnieć o chorobie morskiej. Seminarium trwa tylko 4,5 godziny.

Niniejsze wydanie dossier nosi tytuł „Sylt nocą”. Pytanie więc brzmi: czy w ogóle wiesz o Sylt Night?
Thomas Blickhardt: Szaleństwo, ale tak naprawdę nie znam w ogóle wyspy Sylt, znam tylko jej stereotypy. Dlatego bardzo cieszę się na tę nową okazję.

Masz jednak duże doświadczenie w bardzo, bardzo długich zimowych nocach na wyspie w północnej Norwegii. Czy boisz się nocy?
Thomas Blickhardt: Nie, wcale nie. Uwielbiam moc i spokój nocy. Jeśli nie mogę spać w nocy, po prostu wstaję i trochę pracuję. Pomocne może okazać się odreagowanie dramatyzmu sytuacji i zachowanie spokoju, nawet gdy nie możesz spać.

Jesteś podróżnikiem. Fascynuje Cię psychologia podróży. Badałeś to podczas studiów. Co motywuje ludzi do podróżowania?
Thomas Blickhardt: Powodów jest wiele, także społecznych, ale najważniejszy jest nieustająca nadzieja, że ​​gdzie indziej życie jest lepsze i łatwiejsze. Co ciekawe, wiele osób podróżuje tylko po to, aby potwierdzić swoje uprzedzenia. Zawsze polecam: wyrzuć wszystkie przewodniki turystyczne, podróżuj z otwartym umysłem i żyj bez zastrzeżeń!

Wygląda na to, że masz dar odpuszczania nawet wielkich rzeczy w życiu…
Thomas Blickhardt: Podoba mi się kilka rzeczy w buddyzmie, chociaż nie jestem wcale religijny. Stare przysłowie zen głosi: „Jeśli spotkasz Buddę na drodze, kopnij go w tyłek, bo wtedy pójdziesz złą drogą!” Już jako student lubiłem buddyjską zasadę nieczepiania się, odpuszczania i przezwyciężania. Dzięki temu można w pełni cieszyć się chwilą.

*Thomas Bickhardt czyta we wtorki. 21 stycznia o godz. 18.30 w „Onkel Johnny`s” 
Plaża Wenningstedt z jego książki „Siła wiatru 15”. Wszystko o zimowym tygodniu przygód na Sylt

© Thomas Bickhardt l Bickfoto
© Ralf Meyer
W stożku świetlnym latarni morskich Kampen 

Światło krzyża

Czyż nie jest słodkie?

Tylko kilka nieruchomości na jałowym krajobrazie Syltu oferuje bardziej widoczny motyw niż światło krzyżowe Kampen. Sama wieża od dłuższego czasu nie była oświetlona, ​​ale w nocy jest stylowo iluminowana z zewnątrz. Dwunastometrowa, ośmiokątna, zbudowana z cegły, oddana do użytku w 1913 r., wycofana ze służby w 1974 r. Po wycofaniu z eksploatacji gmina Kampen wynajęła swój niewielki obiekt dziesięć punktów miesięcznie z kraju, by następnie za stosunkowo niewielkie pieniądze go kupić i regularnie utrzymywać dzięki darowiznom.

Pomimo przysadzistej budowy, mała latarnia morska emanuje prawdziwą wspaniałością. Podobnie jak jego starszy brat, „Lange Christian” na południu wsi, latarnia poprzeczna służyła orientacja. Dziś nie jest to już przewodnik dla żeglarzy, lecz dla mieszkańców wyspy i ich gości. I jest to tym bardziej prawdziwe w sensie przenośnym, niż geograficznym. „Mały” to indywidualista we wsi, która w swojej genezie ma magiczne przyciąganie ludzi z indywidualnymi, barwnymi planami życiowymi. 

© Dominik Täuber
  • Nie ma chyba żadnej perspektywy, z której nie byłoby już widać krzyża na wzgórzu Kampen.

© Ralf Meyer

Zdjęcia Ralfa Meyera

Zorza polarna, spadające gwiazdy i Droga Mleczna

Ralf Meyer mieszka „dokładnie naprzeciwko” Kampena. Na kontynencie. W Neukirchen. Jego przybrany dom. Fotografowi podoba się Cisza i oryginalność tam, na nizinie północnofryzyjskiej, tuż przy granicy. Stamtąd zazwyczaj sprawdza, kiedy jest pora, żeby chwycić swój sprzęt i wsiąść do pociągu do „pracy” za 20 minut na wyspie Sylt. Jego własne przewidywania, oparte na jego doświadczeniu jako byłego instruktora surfingu w zakresie niezwykłych warunków pogodowych, są genialne. Jego „Proroctwa” poprzez technologię. Ralf Meyer wie najlepiej Aplikacje pogodowe i astrologiczne, wie, kiedy i gdzie najlepiej widać zorzę polarną lub Drogę Mleczną, kiedy jest ich najwięcej spadające gwiazdy można się tego spodziewać, a srebrzyste chmury lodowe tworzą mistyczną magię na nocnym niebie wyspy Sylt. 

„Uwielbiam obserwować naturę — ​​na morzu, w niebie, na lądzie. Magiczne chwile, kiedy udaje mi się uchwycić szczególne zjawiska. Czasami jednak po prostu trzymam obrazy w sercu”.

Szczególnie do zdjęć nocnych poleca północne odcinki plaży. „Najniższe zanieczyszczenie światłem na wyspie Sylt występuje w Hörnum Tetrapods i na plaży nudystów List” – mówi Meyer, który zna wyspę jak własną kieszeń. Dzieli się swoją wiedzą, umiejętnościami technicznymi i ulubionymi miejscami z pasją: spotyka się z pasjonatami fotografii, a gdy jest to konieczne, zdradza również profesjonalistom sekret, jak uchwycić magię wyspy. „Chodzę tylko z pojedynczymi osobami lub w małych grupach” – takie jest credo Meyera dotyczące jego wycieczek, szczególnie nocnych. Jeśli jesteś zainteresowany, więcej informacji znajdziesz tutaj:

Ale teraz do Zorza Polarnaktóre będzie intensywnie widoczne na niebie północnym przez następne dwa lata. Następnie minie dziesięć lat od zakończenia wspaniałego nocnego widowiska, które cieszyło się szczególną popularnością jesienią 2024 roku. Zorza polarna (lub „Aurora”) występuje, gdy naładowane elektrycznie cząstki wiatru słonecznego uderzyły w górne warstwy atmosfery Ziemi. Tam pobudzają istniejące cząsteczki powietrza do świecenia. Widoczność zorzy polarnej określana jest na podstawie tzw. wskaźnika KP. Im wyższa wartość, tym dalej na południe można zaobserwować zorzę polarną. W bezchmurne noce, przy magnitudzie KP 5 i wyższej, zorzę polarną można zobaczyć gołym okiem. Poniżej tylko przez obiektyw aparatu. Oto prognozy.
 

Również Fotografia Drogi Mlecznej jest sztuką samą w sobie. Aplikacje Astro pomagają. I Ralf Meyer ze swoją wiedzą. „Na naszych szerokościach geograficznych Droga Mleczna jest widoczna z południa na zachód w miesiącach letnich. Teraz szczęście jest bardziej prawdopodobne, że można je znaleźć z zachodu na północ”. A potem są chmury srebrzyste lub srebrzyste chmury lodowe (NLC), które stały się inspiracją dla Ralfa Meyera. „To bardzo rzadkie zjawisko pogodowe, widowisko – czasami obserwowane na północy Sylt w czerwcu i lipcu. Srebrzystobiałe, czasami niebieskawe chmury srebrzyste stoją na horyzoncie. Składają się z kryształków lodu, są oświetlane przez słońce i odbijają światło.

© Ralf Meyer
  • Tam, gdzie panuje ciemność, mogą zabłysnąć cuda.

Nocny spacer + fondue 

= Doświadczenie

W miejscu takim jak „Kamps 7” Na głównej plaży Kampen trudno jest po prostu wypić filiżankę kawy. Nie żeby nie było tu kawy wszelkiego rodzaju w tym drewnianym domu na palach z okrągłym oknem wykuszowym: Ale przez zapierająca dech w piersiach naturaW pewnym sensie każdy napój staje się objawieniem. Gospodarz Christina Böckmann polega bardziej na tym efekcie. Z koncepcją skupiającą się na chwili doświadczenia i ciemności zimowej nocy. 

„Mój mąż i ja uwielbiamy kulturę schronisk górskich. To nas zainspirowało”.

Produkcja małych chat à la Kampen działa teraz w następujący sposób: każda osoba, która zapisze się na małą nocną wędrówkę, zostanie odebrana osobiście przez właścicielkę „Haus Kliffende”. Jest również Latarnia dla każdego gościaktóry oświetla ścieżkę przez wydmy. Po drodze Christina Böckmann opowiada fascynujące historie o budynkach, które mija grupa wędrowców, o latarni morskiej, o Kampen i jego mieszkańcach. „Żadnych długich wykładów. To tylko krótki spacer – okraszony ciekawymi faktami” – mówi skromnie restaurator. Po przybyciu do „Kaamps 7” będzie na Ciebie czekać bogate fondue z mnóstwem świeżych przysmaków. „Miło jest widzieć, jak takie doświadczenie tworzy więź między ludźmi” – mówi Christina Böckmann, zadowolona, ​​że ​​jej pomysł zadziałał.

„Długi Chrześcijanin” zapewnia…

Nocna pora
Oświecenie

Konkurs piękności Latarnie morskie Sylt prawdopodobnie podjąłby taką decyzję sam: ze względu na swój wygląd. Ponieważ białe z czarnym paskiem - tym może pochwalić się tylko kilka latarni morskich na świecie. Do 1953 r. „Długi chrześcijanin” Nadal szaro-mysie - świadczą o tym stare pocztówki. Ale oczywiście zawsze miał eleganckie proporcje. Jego położenie pomiędzy bagna i fale na zielonej łące jest również dość egzotyczna dla latarni morskiej. Czarno-białe stado gallowayów u jego stóp dodaje sielance wyjątkowego uroku. korona dalej.

Przede wszystkim „Lange Christian” emanuje energią medytacyjną. Potwierdzają to przynajmniej ci, którzy spędzają w nim cały rok. stożek światła na żywo i mogą to zobaczyć ze swojego ogrodu. Rolnik Runkel, ostatni pozostały rolnik we wsi (ma najlepsze ziemniaki), mieszka w pobliżu „Długiego Chrześcijanina” i jest szczęśliwy, że jego silna, czarno-biała rasa Galloway pasuje tak dobrze do wieży.

A teraz przejdźmy do faktów na temat latarni morskich: w 1853 roku korona duńska, do której należała wyspa Sylt, wydała rozkaz wybudowania latarni morskiej z cegły klinkierowej Bornhom na wyższym punkcie wyspy, aby zabezpieczyć wejście do zatoki Lister Tief wraz z latarniami morskimi Lister. Do dziś na latarni morskiej widnieje monogram dawnego Duńczyka Król Fryderyk VII.

Latarnia morska Kampen została zbudowana w celu zapewnienia szerokiej widoczności w sercu wyspy Geest. 40 metry wysokości i należy do gatunku Latarnia drogowa Do. Jego oryginalne imię brzmiało „Czerwony Klif”. Początkowo opracowana technologia, czyli urządzenie oświetleniowe zasilane olejem napędowym, była w tamtym czasie rewolucją i dlatego Światowa Wystawa w Paryżu 1855 pokazano. „Lange Christian” został oddany do użytku dopiero w 1856 roku. W przeciwieństwie do dziś, można go było zwiedzać w jego młodszych latach i był jednym z najpopularniejszych celów podróży wczesnoszkolnej turystyki. W 1929 roku wieżę przebudowano na zasilanie elektryczne, a ogień zasilano za pomocą żarówki. Podobnie jak wszystkie dawniej działające latarnie morskie, jest ona sterowana zdalnie od 1977 roku.

© Ralf Meyer
  • Rzadkie znalezisko: marzycielski zasypany śniegiem hotel „Langer Christian”.

Wieża została wpisana na listę zabytków w 1974 r. Uroczystą datą w historii drużyny Black and White były obchody jej 150. urodzin w czerwcu 2006 r.: gmina Kampen zorganizowała na jej cześć festiwal XXL przed wieżą. Wówczas można było wygrać wycieczkę, wspiąć się po 159 schodach i podziwiać naprawdę wspaniały widok.

© Klub Rotes Kliff

Życie nocne na Sylt

Legenda żyje dalej

W przeszłości było zdecydowanie więcej błyskotka i wszystko jest o wiele lepsze, bardziej dzikie, bardziej błyszczące: Patrząc przez pryzmat nostalgii, Sylt cierpi w niektórych miejscach, często zupełnie niesłusznie. Jeśli chodzi o życie nocne, można jednak stwierdzić, tak neutralnie jak to możliwe, że na tej małej wyspie na północy istniało kiedyś wiele naprawdę wyjątkowych miejsc, do których można było się wybrać, i że na przykład w latach 70. XX wieku aż do początku XXI wieku o wiele łatwiej było wrócić do domu o świcie. Elegancko wkomponowane w Miejsca życia nocnego te dekady różne pokolenia i sceny. „High End” zawsze miał w sobie ten miły, wiejski klimat. To na przykład nie zmieniło się do dziś.

A teraz? Nie panikuj: nadal możesz świetnie bawić się nocą na wyspie Sylt: „Klub Czerwony Kliff” w Kampen będzie obchodzić swoje 2025-lecie w 45 roku. „Wielki Mistrz PK”, czyli Peter Kliem, gra z niesłabnącym entuzjazmem - wspierany przez grupę młodych DJ-ów. Młodzi reżyserzy i jeszcze dłuższa tradycja mają "Kucyk". W Westerlandzie jest też kilkanaście tętniących życiem pubów („Alt Berlin”, „Irlandzki pub”, „Gatz Beer Bar”, „Monkeys Bar” i wiele więcej), najbardziej szykowne bary hotelowe w historii („Hotel Stadt Hamburg”, „Miramar”) i wyznaczone kluby, takie jak "Wspaniały" oraz "Prowokacyjny".

Oto kilka nazw, dzięki którym nostalgiczne światło dyskotekowe rozświetli zimową noc. Pamiętamy: „KC” – kasyno Kleist, najlepszy klub queerowy w historii // noce pełni księżyca w „Bambus Bar” // tańce w barze „Village” lub „Lola” w Kampen (notabene, wioska wiosek przez długi czas zamykała lokal o 1 w nocy) // tańce na parkiecie w niesamowitym „Kliffkieker” w Wenningstedt lub na obrotowym parkiecie w „Tivoli” // dekady w „American”, najpierw na górze i na dole, a potem tylko w bistro // prawdziwie rustykalny „Crazy Island Club” // „Tommy's Music Café” // tańce w „Salon 1900” w Keitum // „Badezeit” i wiele innych miejsc nocnego życia

Ale najlepsze na koniec: W sobotę 18 stycznia, w ramach „Sylt Storm Week” prawdopodobnie najbardziej legendarny klub zostanie w ostatniej chwili obudzony ze snu. Ten „Fioletowy cud” znajduje się w piwnicy „Hotelu Roth”. Ten "Galaktyka" zapiera dech w piersiach nawet miłośnikom muzyki disco. Rozpoczęcie o 19:XNUMX. Najnowsze trendy na scenie miejskiej są celebrowane: Wieczór z bingo z „Bingo Gringos Ben & Max”. Bilety dostępne są tutaj (niestety już wyprzedane). Ale nie musi to być ostatni raz, kiedy „galaktyka” zostanie obudzona pocałunkiem. 

Stefan Lakomy jest nocnym portierem w „Severin*s Resort & Spa”

Nie ma mowy, żebyś był senny!

Położne, portierzy, policjanci, ekipa ratunkowa DRK, piekarze, nocna zmiana w klinice na Morzu Północnym: wśród kilkunastu klasycznych prac nocnych na wyspie wakacyjnej jest praca portierzy. Stefan Lakomy należy do tego gatunku. Doskonale uformowany i służący, stoi w Keitum „Ośrodek wypoczynkowy i spa Severin*s„Od 22.30:XNUMX za udekorowaną kwiatami recepcją. Oprócz poniedziałków i wtorków. Wtedy ma wolne. 

„Mój cel? Zaoferować tę małą dodatkową usługę wykraczającą poza to, czego mogą oczekiwać nasi goście” – tak interpretuje swoje zadanie.

To, czego potrzebują jego goście wieczorem, mieści się w ramach obowiązku zachowania dyskrecji: przygotowanie rachunku za wczesny wyjazd rano, zaparkowanie samochodu w garażu podziemnym, wypicie dobrego drinka na dobranoc w Duża przestrzeń do siedzenia w holu serwować, gdy bar jest już zamknięty. Miłe słowa znajdź moment, kiedy przybędą nocne marki - oto standardy. Rzadziej zdarza się, że konieczna jest konsultacja lekarska lub nawet wezwanie pogotowia ratunkowego. 

© Imke Wein
© Severins Resort and Spa I Tom Kohler

Rzadko zdarza się, żeby w nocy był zupełnie sam i spał w eleganckim kurorcie przypominającym fryzyjską wioskę. Położyć głowę na eleganckim blacie i zdrzemnąć się – jak w scenie z filmu? To również się nie zdarza. Stefan Lakomy musi przygotować zaplecze oraz przyjazdy i odjazdy na następny dzień. Po zamknięciu restauracji i barów on i jego współpracownicy dopilnowują sprawnego zakończenia codziennych rozliczeń. Zimą dba o kominek i przygotowuje gazetę domową do publikacji na następny dzień. W godzinach porannych ekipa sprzątająca zapewnia Czystość w lobby, a potem przychodzi obsługa śniadaniowa. Stefan Lakomy przygotował dla swoich kolegów listę gości, którzy mają szczególne życzenia i potrzeby. „Około drugiej, kiedy w domu jest najciszej, mogę obejrzeć coś w rodzaju „Tagesthemen” w przerwie. Ale kręcenie kciukami — to nie jest dla mnie opcja. I to dobrze”.

Zmiana Stefana Lakomy'ego zaczyna się o 22.30:7. i trwa do godziny XNUMX rano. Obejmuje ostrożne przekazania. Kiedy rano wraca do domu, zjada duże śniadanie. Z żoną Sonją. Ona zna pracę nocną jako wykwalifikowana położna z osobistego doświadczenia. Obecnie zajmuje się wyposażaniem domów wakacyjnych i hoteli na wyspach Sylt i Majorka. Firma "Obiekt Lakomy" Para założyła wspólnie firmę trzy lata temu.

Zanim Stefan pójdzie spać rano, obaj rozmawiają o sprawach biznesowych. Osiem godzin bez przerwy – rzadko mu się to udaje. Mimo pracy w nocy Lakomy regularnie udaje się dotrzeć do Mniejszość duńska trenować. Przejście na klasyczny rytm dzień-noc w dni wolne byłoby zbyt stresujące dla jego ciała. Dla niego ma to sens tylko w okresie świątecznym. Stefan Lakomy przestudiował ten temat szczegółowo, aby przygotować się do zdrowej formy pracy nocnej. „Ale ciało zawsze chce wrócić do nocnego snu. Tak jest u każdego. Pytanie brzmi, jak dobrze można je oszukać” – mówi Lakomy, któremu najwyraźniej udaje się to znakomicie.

© Julia Lund
W stożku świetlnym latarni morskiej Hörnum 
© Peter Bender
  • Gwiazda Hörnum kąpiąca się w „Magicznym Lesie”.

Latarnia morska w Hörnum

Majestatyczny w każdym kierunku

Ten Blask wieży Hörnum, który dzięki swojej wysokości 33 metrów i położeniu we wsi (stoi na 17-metrowej wydmie) pełni funkcję punkt orientacyjny jak żadne inne na wyspie. Przede wszystkim służy jako pomoc nawigacyjna i znacznik toru wodnego między południowym krańcem a Amrum.
,de „Unikalna cecha sprzedaży” czerwono-biała latarnia morska jak z obrazka? Można go zobaczyć od marca, a następnie przez całe lato kilkakrotnie odwiedzaj co tydzień. Jeśli zadzwonisz "Usługa Turystyczna Hörnum" Informacja o sprzedaży biletów ma nawet własną linię telefoniczną: Chęć podziwiania panoramy wyspy, lądu stałego, Amrum, Föhr, a nawet Halligen jest oczywiście ogromna. Platforma widokowa z okrągłym balkonem pod latarnią oferuje zapierające dech w piersiach chwile.

Do niedawna wieża służyła Urząd Stanu Cywilnego w Sylt na szóstym piętrze służy również jako miejsce spotkań na świeżym powietrzu dla tych, którzy chcą powiedzieć „tak” bez zawrotów głowy. Na szczycie białego pasa „Ogień Morski Pierwszego Zakonu” ma tak imponującą średnicę, że mógł dawać życie dzieciom z Hörnum w latach 1–1914 – zanim Hörnum zyskało znaczenie militarne, a rozmiary miasta znacznie wzrosły z powodu żołnierzy i ich rodzin przeprowadzających się w te rejony. jako najmniejsza klasa w Niemczech podano. Ostatni latarnik pełnił tę funkcję w latach 70. XX wieku. Od 1977 roku wieżą zarządza Zarząd Transportu Wodnego i Żeglugi w Tönning. Konstrukcja latarni morskiej Hörnum jest niemal identyczna jak wieże w Büsum, Pellworm i Westerheversand.

Dla prawdziwych maniaków latarni morskich przedstawiamy kilka szczegółów oświetlenia

Günter bez h

Bohater Nocy Hörnum

Kiedy Günter Jürgensen wypija pierwszą poranną kawę i opuszcza mieszkanie. Hörnum jest pogrążony w głębokim śnie. Prawdopodobnie tylko portier „Hotel Budersand” na nogach i być może kilku cierpiących na bezsenność. Ponieważ jest już dwie godziny po północy. Czasem wcześniej, czasem później, schodzi kilka metrów w dół wydmy – w zależności od pory roku i spodziewanego natężenia ruchu. Piekarz Lund. Latarnia morska oświetlała mu drogę przez dziesięciolecia.

„Mieliśmy kiedyś kilka pubów we wsi, w których toczyło się prawdziwe życie nocne. «Ciocia Jens» była taką legendą”.* W porcie, kiedy idę do pracy, jest mało ruchu, czasami z rybacy łowiący małże. Lubię ciszę. Ale do piekarni jest tylko pięć minut”, mówi rodowity mieszkaniec Flensburga, gawędząc nadmiernie jak na swoje standardy. Przez 4,5 dekady Günter („Nie mieliśmy pieniędzy na H”) był czeladnikiem w Piekarnia Hörnum. Nacisk położony jest na „the”. Ponieważ obserwowanie jego rąk, które zajmują się składnikami, ciastem i piecami, jest jak występ artystyczny. Günter sam sprawia, że ​​cała noc magiakto jest w pokoju, kiedy pracuje, nie ma większego zamieszania. Widzowie w piekarni są dla niego większą udręką niż powodem do zadowolenia. „Po prostu kocham swoją pracę”, powie, pokazując uczniowi Quinlanowi, jak ciasto duńskie przekształca się w „Bürgermeistera” („Musisz tego spróbować! Najlepszy kawałek ciasta na północy”).

Wczesnym rankiem Günter jest sam ze sobą, piosenkami z radia NDR1, dużymi piecami, ciastem i wszystkimi poszczególnymi etapami pracy, które składają się na chleb organiczny i Bułki z Baker Lund stały się obiektem pożądania na całej wyspie. 

„Na początku Jens i ja majstrowaliśmy, aż przerobiliśmy wszystkie przepisy na organiczne. Teraz robimy to doskonale. Ale chętnie będziemy eksperymentować”.

Mówi mężczyzna o szerokości przedramienia, że Komiksowy żeglarz „Popeye” pamięta. „Günter został zesłany z nieba” – Starszy szef Dieter Lund powiedz czy on tam był. Günter mówi: „Winą za to obarczony jest urząd pracy we Flensburgu”. Günter jest jednym z dziesięciorga rodzeństwa w rodzinie robotniczej z Flensburga. Opisuje swoje dzieciństwo jako „ciepłe, ale rustykalne”. Po szkole najpierw pomagał „ojcu przy koniach”, a następnie nauczył się być piekarzem. 

© Melina Moersdorf
© Melina Moersdorf

A potem, ponad cztery dekady temu, przydarzył mu się Hörnum. Znalazł swoje apelacja, jego druga rodzina i dom w miejscu „na końcu niczego”. Z Młodszy szef Jens, który jako szef kuchni z międzynarodowe doświadczenie w kuchniach wyróżnionych gwiazdkami Michelin Günter wykazuje się nieustannym podnoszeniem standardów jakościowych piekarni, cukierni i kuchni. W przypadku tych dwóch mężczyzn oznacza to: brak słów. Jens Lund również przychodzi codziennie rano do piekarni. Kilka godzin po Günterze, ale z praktykantem, zespołem cukierników i innymi pomocnymi dłońmi. Przynajmniej z wystarczającą ilością czasu, aby przygotować bogaty asortyment na otwarcie sklepu. Kiedy wszystko jest już na swoim miejscu i przygotowania kończą się około godziny 10, Günter kończy dzień. Wieczorem przyjdzie ponownie i sprawdzi „czy wszystkie ciasta dobrze wyrastają!” Tak czy inaczej nie da się go powstrzymać. Też nie jest zbyt dobrym śpiochem.

Śmierć jego żony Gerti we wrześniu ubiegłego roku niekoniecznie wpłynęła na poprawę jego snu. Gerti również pracowała dla Lundów przez dziesięciolecia. W sklepie. Syn Güntera, Daniel, również jest częścią personelu: jest szefem kuchni. „Po śmierci Gertiego muszę odnaleźć siebie na nowo” – mówi Günter, definiując swoją misję na rok 2025. Początkowe obawy Jensa Lunda, że ​​jego czeladnik może zdecydować się przejść na emeryturę za kilka lat, zostają natychmiast rozwiane przez Güntera: „Zdecydowanie będę kontynuował pracę na pół etatu. Co bym zrobił bez mojej pracy? Wszystko jest w dobrym stanie, poza moim kolanem”. 
Kiedy ten magazyn ukazuje się w druku, Günter staje przed prawdziwym wyzwaniem: Lundowie wybierają się na zimowe wakacje. „Och, dam radę. Mógłbym odnowić dom” – to plan Güntera na tygodnie świąteczne. Być może teraz śpi już w nocy, a w Hörnum tylko latarnia morska spełnia swoją funkcję.

*„Ciocia Jens” na Rantumer Straße była jednym z osobliwych zjawisk nocnego życia Sylt. Artysta kabaretowy ze sceny queer opuścił Hörnum w 2009 roku i otworzył nowy kabaret-trawestryczny show-disco o tej samej nazwie na Norderney. Zmarł w lipcu 2024 r., wzbudzając wielkie współczucie mediów.

Wszystko o piekarni Lund i filozofii, która za nią stoi:

 

Urzędniczka bankowa Melanie Schneider 

Ukształtowany do ratowania

Gdy mowa o temacie „akcji ratunkowych na morzu w nocy”, pierwszą rzeczą, jaka przychodzi na myśl, jest prawdopodobnie stała załoga morskiego statku ratowniczego „Pidder Lüng” w porcie Lister. Prawie cztery lata temu pewnej nocy na pokładzie helikoptera na wyspie Sylt przyszło na świat dziecko, gdyż żaden helikopter nie był w stanie latać.* Załoga będzie mogła opowiedzieć tę zapierającą dech w piersiach historię ratunkową i wiele więcej 20 stycznia o 15.30:XNUMX. z okazji „Tydzień sztormu w Sylt” „otwarty statek” na „Pidder Lüng”. 

*Więcej o tej prawdziwej historii tutaj

Ponieważ w naszym cyfrowym dossier dotyczącym nocnych wydarzeń na wyspie Sylt dominowali mężczyźni, zaczęliśmy szukać kobiety w służbach ratowniczych i spotkaliśmy się z Melanie Schneider w porcie Hörnum na pokładzie „Horst Heiner Kneten” (nazwa pochodzi od nazwiska darczyńcy) – nieco mniejszej łodzi ratowniczej DGzRS na południu wyspy. Kobieta z Syltu, przed którą z radością można zdjąć wszystkie kapelusze świata.

6 pytań do ratownika morskiego

Nie miałem pojęcia, że ​​w Hörnum załogę łodzi ratownictwa morskiego stanowią wyłącznie ratownicy wolontariusze, którzy ryzykują życie, by ratować innych. Na pokładzie cały czas nikogo nie ma. Przychodzisz tylko wtedy, gdy jest alarm, prawda?
Melanie Schneider: Dokładnie. Zostaliśmy powiadomieni za pośrednictwem aplikacji. Ponieważ mieszkam w Hörnum i zazwyczaj jestem pierwszą osobą w porcie, przygotowuję wszystko do wypłynięcia, abyśmy mogli wypłynąć jak najszybciej, gdy tylko przybędą kapitan statku i mój kolega z centrum wyspy.

Działają również w ramach ochotniczej straży pożarnej w Hörnum. Czy zostaje jeszcze czas na pracę, która przynosi dochody?
Melanie Schneider: Oczywiście, że jeszcze jest czas! Wszystko jest kwestią dobrze prowadzonego kalendarza, który pozwoli właściwie zaplanować usługi. Mój mąż również jest ratownikiem morskim. Jeden ze stałych pracowników, stacjonujących na Helgolandzie. Ma dwa tygodnie służby i dwa tygodnie wolnego. Gdy ma wolny czas, czasami pracuje na zmiany w pogotowiu ratunkowym DRK na wyspie Sylt. Pozostają nam jeszcze kursy, kształcenie ustawiczne i szkolenia. Ale tak: nadal nadszedł czas wakacji. I do wszystkich normalnych, codziennych spraw. Moją główną pracą jest coś, co jest przeciwieństwem przygód. Jestem bankierem i pracuję w Deutsche Bank w Westerland. Ludzie w mojej rodzinie lubią zakładać, że byłam bardzo schludna, wręcz perfekcjonistką, już jako dziecko. Trzeba to jakoś przeżyć i jako ratownik korzystam na tym.
 

© Ratownicy morscy – DGzRS l Kilian Westphal

Wszystko, co wiąże się z nocnymi akcjami ratowniczymi, możesz znaleźć pod jednym dachem, w swoim domu. Oczywiste jest, że decyzja o wyruszeniu na pełne morze ma również związek z wpływami rodzinnymi…
Melanie Schneider: To prawda. Mój ojciec poszedł na morze. Urodziłem się w Kilonii. Mój ojciec później przeniósł się do Hörnum, gdzie pracował w urzędzie celnym. Był także ochotnikiem-ratownikiem morskim. Dzięki niemu wiem też sporo o nocnych zmianach. Chodziłam do szkoły podstawowej w Hörnum, skąd rozciągał się widok na port. Uwielbiam sporty wodne, a szczególnie pływanie w falach. Od dziesiątego roku życia jestem członkiem młodzieżowej straży pożarnej w Hörnum. Tam nikogo nie zdziwi, jeśli będę również piastować stanowisko skarbnika i chętnie będę zdobywać nowe specjalizacje. Tutaj, na południu wyspy, mamy również dwóch strażaków, którzy jako pierwsi pojawiają się na miejscu zdarzenia jako ratownicy medyczni. Ponieważ w Hörnum karetka pogotowia jedzie trochę dłużej. Też by mi się to podobało, ale byłoby tego wszystkiego trochę za dużo.

© Ratownicy Morscy – DGzRS

Jeśli Twoja aplikacja do ratownictwa morskiego włącza alarm w dzień lub w nocy, jakie misje mogą na Ciebie czekać?
Melanie Schneider: Jeśli chodzi o wypadki statków wszelkiego rodzaju, ściśle współpracujemy ze stacjami DGzRS na List i na Amrum. Albo pływacy i miłośnicy sportów wodnych w niebezpiecznych sytuacjach.

Opowiedz nam o prawdziwej nocnej misji, która była dość wymagająca…
Melanie Schneider: Tak było na przykład zeszłego lata. Było już ciemno. Zostaliśmy zaalarmowani, ponieważ pływacy w Rantum znaleźli się w niebezpieczeństwie. Wiatr był silny i ledwo mogliśmy się poruszać. Szczerze mówiąc, na południowym krańcu fale miały wysokość trzech metrów. Zajęło nam to godzinę, a jeszcze nie byliśmy na szczycie. Koledzy z Listera byli przed nami po zachodniej stronie Rantum. Musieliśmy przerwać. Na szczęście był to fałszywy alarm i nikt nie ucierpiał. Pewnego razu wezwano nas na wschodni brzeg Rantum w ciemnościach, ponieważ zauważono tam, jak przypuszczaliśmy, czerwone rakiety ratunkowe. Wiał silny wiatr, a my byliśmy na zewnątrz przez wiele godzin, korzystając z pomocy reflektorów. Na miejsce wysłano również helikopter. Ale nikogo nie znaleźliśmy. Najwyraźniej ktoś pomylił światło turbin wiatrowych z rakietą ratunkową i podniósł alarm. Ale oczywiście wolelibyśmy wyjść o jeden raz za dużo, niż żeby ktoś się utopił.

Czy boisz się niebezpieczeństwa lub nawet śmierci podczas operacji?
Melanie Schneider: Nie, nie boję się swojej śmierci. Kiedyś prawie utonąłem surfując na Teneryfie. Następnie uporałem się z traumą, tak że nic z niej nie zostało. Jednakże mam lęk przed śmiercią moich bliskich i szacunek dla niebezpieczeństwa, który oczywiście także mam.

Jesteś prawdziwą bohaterką dnia codziennego. Dziękujemy za Twoje zaangażowanie.

Melanie Schneider jest również publiczną twarzą DGzRS, organizacji finansowanej wyłącznie z darowizn. Grała też rolę w teledysku Santiano do piosenki „Retter”: 

© Ratownicy Morscy – DGzRS

Ratownicy morscy
na Sylcie 

w liczbach

W 2023 roku stacja DGzRS Hörnum odnotowała trzy misje, Lista 39. Łącznie w 2023 roku ratownicy morscy na wyspie Sylt uratowali 48 osób przed bezpośrednim niebezpieczeństwem. Dane na 2024 rok zostaną opublikowane za kilka tygodni. Zdecydowana większość spośród około 1.000 ratowników morskich w Niemczech to wolontariusze. W większych, całodobowych jednostkach DGzRS zatrudnionych jest na stałe jedynie około 180 osób. Łącznie DGzRS utrzymuje około 60 jednostek ratowniczych w 55 stacjach i wykonuje 2.000 misji rocznie między wyspą Borkum na zachodzie a Zatoką Pomorską na wschodzie. Niemieckie Stowarzyszenie Ratownictwa Morskiego ma swoją siedzibę w Bremie i finansuje swoją działalność wyłącznie za pośrednictwem dobrowolnych darowizn. www.seenotretter.de

Mnóstwo ekscytujących rzeczy Materiał filmowy z wyprawy ratowników morskich z Lister Sea Rescuers można zobaczyć tutaj.
I do załogi Hörnum.

3  Występy

w Hörnum

39  Występy

na liście

48  ludzie

uwolniony od bezpośredniego niebezpieczeństwa

1000  Ratownicy morscy w Niemczech

Większość jako wolontariusze

Latarnia morska w dzień i w nocy
kolumny

przez Imke Wein

Kobieta stoi na drewnianym pomoście i uśmiecha się do kamery.
© Nicole Mai
00:00

Jeśli mieszkasz na Sylcie od dziesięcioleci, znasz osobiście każdy kamień na drogach wyspy i z pewnością poczujesz więź z pięcioma latarniami morskimi, wykraczającą poza niezliczone spacery w ich blasku. Najlepsze momenty z latarni morskiej Sylt autorstwa autora „Natürlich Sylt”, Imke Weina, to:

 

Koktajl pod wschodnim ogniem

Moje troje dzieci ma trzech ojców. Ojcem mojej najstarszej córki jest Mathias Kraemer, założyciel „Meerkabarett”. Jego rodzina była właścicielem Nieruchomość pod Wschodnim Światłem na łokciu. Jego matka była kobietą, która świetnie sprawdziłaby się jako bohaterka powieści Thomasa Manna. Ta bardzo kulturalna dama lubiła również spędzać letnie wakacje samotnie w tym ogromnym domu w wyjątkowym miejscu. Jej mąż był architektem i zaraz po wojnie spełnił swoje marzenie o domu pod latarnią morską, który wraz z rodziną zbudował. Początkowo niewielki dom stopniowo powiększał się do rozmiarów, jakie ma do dziś. Mieszkałem wtedy w List i lubiłem odwiedzać Inge Kraemer letnimi wieczorami. 
Cóż za wzniosłe uczucie, nawiasem mówiąc, zatrzymać się przy pracowniku punktu poboru opłat, który wciąż ma na twarzy surowy, fryzyjski wyraz twarzy, i pozdrowić go słowami: „Odwiedzam Kraemerów.” Ale to tylko taka dygresja. Jedno z moich najpiękniejszych wspomnień związanych z Inge Kraemer dotyczy czasu, jaki spędzaliśmy siadając wieczorami na ławce za jej domem, z wytwornie przygotowanym koktajlem w dłoniach i rozprawiając filozoficznie o sztuce, kulturze i ludzkości. Ten Czas trwania latarni morskiej było jak bicie serca naszej rozmowy. Jeszcze piękniejsza jest ta wygodna cisza, to ciche porozumienie między dwiema kobietami. A potem starsza pani rzekła do młodszej kobiety w świetle latarni: „Och, ty, ciesz się swoją młodością!” Dopiero teraz, po dziesięcioleciach, rozumiem głęboki sens tej prośby.

© Holger Widera
Mantra „Długiego Chrześcijanina”

W jednym z moich poprzednich wcieleń byłam żoną dyrektora cyrku. Dyrektor "Cyrk na wyspie". Wielu będzie pamiętać kolorowe letnie widowiska który może powrócić na Sylt latem 2025 r. Przynajmniej kiedy mieszkaliśmy na terenie cyrku przez dwa miesiące, naszym domem był szykowny, jaskrawoczerwony wóz cyrkowy. Stał tuż przy ścieżce rowerowej. Strumienie rowerzystów przejeżdżających obok naszego salonu nie spędzały wiele czasu przy moim oknie, komentując całą magiczną wioskę cyrkową. Bardzo rzadko słyszałem coś w rodzaju: „Gdzie mieszkają lwy?” W 99 procentach przypadków rowerzyści mieszkający w pobliżu naszego latającego domu relacjonowali z zapałem: „Patrz, tam jest latarnia morska!” Zdanie to było niczym mantra, która przerywała moje życie cyrkowe w ciągu dnia, a nocą towarzyszyła mi do snu, wypalając w moim sercu niezwykłą magię „Wysokiego Chrześcijanina” w Kampen, z którą magia cyrku nie jest w stanie konkurować.
 

© Imke Wein
  • Powiedzenie „tak” na latarni morskiej w szczególnych okolicznościach.

"Tak" na wieczność

W maju 2014 roku w latarni morskiej Hörnum poślubiłam mojego dyrektora cyrku. W tym czasie mieszkaliśmy przez dziesięć miesięcy w Hamburgu i dwa na wyspie Sylt, biorąc udział w projekcie cyrku młodzieżowego. Reżyser był wówczas poważnie chory. Śmiertelnie chory, żeby być precyzyjnym. Latarnia morska Hörnum, ze względu na swoją symboliczną moc, wydała nam się idealnym miejscem na ślub. On, dzieci i ja byliśmy bardzo rozentuzjazmowani tego jasnego majowego wieczoru, zawsze żyliśmy z Skończoność naszego szczęścia, a nie przeciwko nim. Urzędniczka stanu cywilnego najwyraźniej dopiero co dowiedziała się o szczególnych okolicznościach i była tak wzruszona, że ​​z trudem zachowała spokój w małym, okrągłym pokoju na 12. piętrze w brzuchu latarni morskiej. To było „tak” ze łzami w oczach. W tym przypadku nie chodzi o małą grupę weselną. Tragiczny, a zarazem piękny moment. Nie było wielkiej uroczystości. Musieliśmy szybko wyjechać, gdyż następnego ranka nasza córka miała zdawać maturę w Hamburgu. Uroczystą kolację zjedliśmy w Burgerschmiede w Risum-Lindholm. Zdecydowanie zasłużyliśmy na nagrodę za jeden z najdziwniejszych ślubów w latarni morskiej.

 

 

Współautorzy tego wydania