Thomas Bickhardt wie wszystko o niekończących się zimowych nocach na wzburzonym morzu. Kiedy wiesz, że spędził kilka lat na klifie o wysokości 42,5 metra na małej wyspie na zachodnim przylądku Norwegii, latarnik mieszkał i pracował tam w sumie przez 25 lat, całkowicie z własnej woli, ponieważ mając niewiele ponad 30 lat, realizował wielkie marzenie swojego życia, więc można by się po nim spodziewać znacznie większej ekscentryczności. Ale na szczęście tak to jest z oczekiwaniami. Często są one rozbierane i można stworzyć nowe zdjęcie. A pozbycie się zastrzeżeń to jeden z ulubionych tematów Thomasa Bickhardta. Mieliśmy szczęście przed jego odczytem na „Tydzień sztormu w Sylt”* porozmawiać z hamburskim psychologiem, fotografem, mechanikiem okrętowym i bon vivantem.
Co czeka Cię po życiu w latarni morskiej, gdzie nawet pójście do skrzynki pocztowej w burzliwe dni może stać się przygodą?
Thomas Bickhardt: Obecnie mieszkam w Hamburgu, jestem purystą, szczęśliwym i entuzjastycznie nastawionym do życia w mieście. Nie potrzebuję już, żeby było tak brutalnie. Noszę w sobie wszystko, czego doświadczyłem. Teraz moje życiowe marzenie jest inne. Jako mały przykład podam, że lubię spotykać się z ludźmi każdego dnia, na spacerach i w życiu codziennym. Moją książką „Wind Force 15” chcę zachęcić ludzi, aby podążali za swoimi marzeniami i je spełniali – bez względu na to, jak szalone i egzotyczne mogą się wydawać.
Czy wierzysz w duchy w nocy?
Thomas Blickhardt: Absolutnie. Było ich kilku przy mojej latarni morskiej, w budynku gospodarczym. Jestem tego pewien. Ale nie musisz podchodzić do nich ze strachem i ekscytacją. Zniknęły również po pewnym czasie od remontu.
Mówisz, że nie tęsknisz za życiem latarnika, że po prostu doświadczyłeś przygody, niebezpieczeństwa, magii i dzikości wystarczająco intensywnie. Co zrobiło na Tobie największe wrażenie podczas nocy w Norwegii?
Thomas Blickhardt: Można nauczyć się kochać wielką ciemność w zimie w Norwegii. Otacza i wyostrza percepcję. I oczywiście były też liczne epickie noce spędzone w latarni morskiej lub podczas wypływania łódką. Z zorzą polarną lub Drogą Mleczną na zachodzie. Czasem nawet lubiłem leżeć na ziemi podczas burzy, ciemności i złej pogody, czekając w nieskończoność na właściwy moment, aby zrobić zdjęcia. To również mogłoby się zmienić i dziś już by mnie nie dotyczyło.