© Georg Heimberger

Dora Heldt w wywiadzie

Między dobrem a złem

Autorka bestsellerów Dora Heldt o swojej najnowszej powieści kryminalnej Sylt

Kobieta w czerwonym topie stoi uśmiechnięta na tle wydmowego krajobrazu
© AURORA SYLT I Georg Supanz

Wywiad: Julia Petersen

Od dwóch dekad Bärbel Schmidt, znana również jako Dora Heldt, zachwyca swoich czytelników humorystycznymi i trzymającymi w napięciu powieściami. W swojej nowej książce „Between Good and Evil” powraca na wyspę Sylt, miejsce nierozerwalnie związane zarówno z jej twórczością, jak i życiem. W tym wywiadzie odnosząca sukcesy autorka bestsellerów, podcasterka i rodowita mieszkanka Sylt opowiada o swoim procesie twórczym, ukochanych postaciach i o tym, dlaczego historie z sercem i rozrywką są tak ważne, zwłaszcza w tych burzliwych czasach.

Pani Heldt, w tym roku obchodzi Pani 20. rocznicę swojej książki, prawda? I to z nową powieścią kryminalną o Sylcie! To jak prezent dla wyspy. Gratulacje!
Bardzo dziękuję! Szczerze mówiąc, sam nawet o tym nie wiedziałem. Mój redaktor albo ktoś z działu marketingu wydawnictwa zwrócił mi na to uwagę: dwadzieścia lat powieści, a teraz dziesięć lat kryminałów. Organizujemy małą konferencję prasową w Hamburg Harbour Club z okazji premiery książki. Potem, oczywiście, będzie mała impreza.

Czy Ty również świętujesz zakończenie pisania książki?
Kiedy napiszę ostatnie zdanie, praca jest daleka od zakończenia. Potem następuje korekta, redakcja i wiele innych kroków. A kiedy to wszystko się skończy, często na początku odczuwam pewien smutek: historia się skończyła. Ale wkrótce potem pojawia się myśl: „Dzięki Bogu, że to już koniec, i co teraz zrobisz?”.

Jak wyglądał proces pisania Twojej najnowszej powieści „Between Good and Evil”? Czy pracujesz intuicyjnie, czy planujesz fabułę z wyprzedzeniem? 
Pisanie powieści kryminalnych różni się od pisania literatury kobiecej. Potrzebny jest konkretny przypadek, więc muszę wykonać wstępną pracę i znać zakończenie. Muszę też wiedzieć, kiedy zostaną odkryte pewne rzeczy. Musiałam nauczyć się rzemiosła i innego sposobu pracy. W powieściach kryminalnych występują wątki fabularne i planuję każdy rozdział z wyprzedzeniem. Mój brat wspiera mnie swoim strategicznym myśleniem i to stało się dla mnie idealnym sposobem pracy.

Czy to naprawdę ostatnia sprawa Sönnigsena?
Często pytano mnie, kiedy ukaże się kolejna książka Sönnigsena. „Between Good and Evil” to trzecia i ostatnia część serii kryminalnej. Bo zawsze potrzebna jest dobra sprawa i powód, dla którego ktoś powołuje specjalną grupę operacyjną. Po prostu nie mam wystarczająco krwawej wyobraźni, by pisać kolejne części.

© Finn Anjes l Sylt Marketing
Naprawdę lubię pisać na Sylcie. Automatycznie zwalniam tu; mentalnie poruszam się z prędkością o około 30 km/h mniejszą. To pomaga mi w pisaniu.

Między rzeczywistością a fikcją:
Jak Dora Heldt tworzy swoje postacie

Kobieta siedzi na schodach, tuż za nią stoją owce
© AURORA SYLT I Georg Supanz

Czy nowy czytelnik mógłby wskoczyć do ostatniej części? Czy historia głównego bohatera, Karla Sönnigsena, jest czysto fikcyjna, czy też za postaciami stoją prawdziwi modele?
Tak, możesz włączyć się w dowolnym momencie. Piszę o Sylcie, ponieważ znam tę wyspę i zależy mi na tym, żeby nie popełniać błędów. Na przykład, sam tam pojechałem, żeby sprawdzić, który zakręt w Elbow jest najlepszym miejscem do zabicia tej owcy. Karl uważa, że ​​to „bogate dzieciaki” i tak zaczyna się historia. Bohaterowie, w tym Karl Sönnigsen, to mieszanka różnych mężczyzn, których znam z własnego kręgu: przyjaciół moich rodziców, krewnych lub znajomych. To typowy typ mężczyzny: przeżyli swoje życie, mają zdanie na każdy temat i są przekonani, że wszystko byłoby idealne, gdyby tylko zostawić ich samym sobie. Naprawdę podoba mi się ta mieszanka arogancji i dowcipu, którą posiadają. Byli prawdziwymi mądralami, ale też wiedzieli wiele.

Skąd czerpiesz pomysły – z codziennego życia czy z własnych doświadczeń?
Odwiedzam moją matkę na Sylcie co miesiąc, więc dobrze orientuję się, co się dzieje na wyspie. Jej urodziny często wypadają w okolicach Zielonych Świątek, dlatego zauważyłem imprezowe nawyki „bogatych dzieciaków”. I wtedy zastanawiam się: Co pomyślałby o ich zachowaniu Karl Sönnigsen, były komendant policji? Tak rodzą się te pomysły. Doświadczenia i spotkania z mojego życia na wyspie trafiają do moich książek. Niedawno poznałem kolejnego wyjątkowego gościa na Sylcie: pewnego siebie faceta, który uwielbia brzmienie własnego głosu i przechwala się, jaki jest wielki. Ktoś taki trafia do literatury we właściwym momencie.

Napisałeś wiele bestsellerów i odniosłeś duży sukces w tym, co robisz. Czy pamiętasz moment, w którym pomyślałeś: To naprawdę może się udać, to pisanie?
To naprawdę zajęło sporo czasu. Przez dziesięć lat pracowałem na dwóch etatach jednocześnie i przestałem dopiero, gdy wszystko zostało już nakręcone. Byłem przedstawicielem terenowym Wydawnictwo dtv Podróżowałam i pisałam w wolnym czasie. Celowo wybrałam pseudonim Dora Heldt, imię mojej babci, ponieważ byłam już znana w świecie wydawniczym jako Bärbel Schmidt. Chciałam mieć równe szanse i nie chciałam usłyszeć, że zostałam potraktowana preferencyjnie. Tylko około pięciu procent autorów w Niemczech może faktycznie utrzymać się z pisania; potrzebne są bardzo wysokie nakłady, a wszystko zależy od kontraktów. Dlatego zawsze radzę początkującym autorom: nie wkładajcie od razu wszystkich jajek do jednego koszyka. Ważne jest, aby mieć w zanadrzu dwie rzeczy, które się sprawdzają. W moim przypadku podcast został dodany do pisania, z czego bardzo się ucieszyłam.

Od codziennej pracy do bycia autorem bestsellerów: życie z książkami

© dtv Verlag

Co najbardziej zmieniło się od czasu Twojego przełomu jako autora?
Przede wszystkim to wolność. Mogę teraz wybierać, nad którymi projektami pracuję i nie muszę już nikomu niczego udowadniać. Mogłabym rzucić pracę jutro, a nawet napisać kiepską książkę. Kiedyś moje codzienne życie było wypełnione większą ilością spotkań i stresu. Teraz mam więcej rutyny i spokoju ducha. To prawdziwy luksus.

Potrafili czytać już w wieku siedmiu lat, a w wieku ośmiu byli zapisywani do biblioteki. Jaką rolę czytanie odgrywa dla Ciebie do dziś?
Czytanie nadal odgrywa dużą rolę. Czytam książki nieustannie – również dla siebie. Podcast „Spotkanie Dory Heldt”, który ukazuje się co dwa tygodnie. W tym celu muszę przygotować się na gościa i polecić mu książki. Wydawcy przesyłają nam książki, więc wiele się uczę i dużo czytam, co jest niesamowitą zabawą. W zasadzie całe życie spędziłem z książkami: najpierw jako księgarz, potem jako przedstawiciel wydawcy, a na końcu jako autor i podcaster. Z perspektywy czasu uważam, że to niesamowite szczęście, bo pisanie, czytanie i rozmowy zawsze były moją pasją. Mój brat potrafił robić wszystko; ja byłem dobry tylko w książkach i nic innego mnie nie interesowało.

Czy jest jakaś postać z twoich książek, którą szczególnie lubisz?
To trudne. Podoba mi się Johanne Johansen Z przyjemnością. Ma ponad 60 lat i w powieści przejmuje firmę barkową swoich dziadków, mimo że zawsze uważali, że kobiety nie powinny zajmować mostu. Kiedy jej kuzyn doprowadza firmę do ruiny, musi się wtrącić. Jest wysoka, ma siwe włosy, jest pragmatyczna, mówi, co myśli, gdy coś jej nie pasuje, i sprawia wrażenie nieco szorstkiej. W książce łagodnieje, co mi się podoba. Ale lubię też moje gangi emerytów, jak w mojej nowej powieści, albo Ernsta Mannsena w… „Miłość czy poncz jajeczny”

Czy były chwile, kiedy wolałbyś całkowicie zrezygnować z pisania?
Doświadczam tego z każdą książką. Czasami siedzę przed komputerem całymi dniami i nie mogę wydusić z siebie ani jednego słowa. Wtedy myślisz: „Co za bzdura: nie mogę już tego robić, jestem kompletnie poza grą. Rozwiążę umowę i oddam pieniądze”. A następnego dnia nagle coś piszesz i myślisz: „Wow, to jest naprawdę dobre”. Ten proces powtarza się z każdą książką. Czasami masz wiele rzeczy na głowie, ale potrzebujesz pewnej lekkości, żeby pisać. Coś, co zawsze zauważam: w połowie każdej książki moje szafy są uporządkowane.

Naprawdę nazywa się Bärbel Schmidt. Czy Bärbel Schmidt również napisałaby powieść, której akcja rozgrywa się na Sylcie?
Nie – Bärbel Schmidt lubi czytać powieści Sylta, pisze je Dora Heldt.

Wyspa Sylt jako źródło inspiracji

Kobieta w niebieskiej bluzce stoi na tle wydmowego krajobrazu z latarnią morską w tle
© AURORA SYLT I Georg Supanz

Piszesz też na Sylcie? I oprócz łokcia, co jeszcze kochasz na tej wyspie?
Naprawdę lubię pisać na Sylcie. Automatycznie zwalniam tu tempo; mój umysł jest o jakieś 30 km/h wolniejszy. To pomaga w pisaniu. Może to woda, plaża. Tu, w Hamburgu, mieszkają tysiące ludzi. Na wyspie mój mózg zaczyna pracować samodzielnie. Wolę pisać na Sylcie.
Uwielbiam wrzosowisko Braderup Heath, Kotlina Rantum i jestem bardzo zadowolony, że Czas na kąpiel ponownie otwarty. Uwielbiam zachodnią stronę między Kampen i List, która Etap 16Moje ulubione miejsce to Sauna plażowa Na Liście wolałbym nikomu o tym nie mówić, bo cały świat by się tam udał.

Dlaczego, Pana zdaniem, ludzie współcześni szczególnie pragną zabawnych i wzruszających historii, takich jak te w Pana książkach?
Bo świat jest taki szalony. Nigdy nie żyliśmy w takich czasach. Myślę, że pandemia bardzo się zmieniła. Wiele osób jest niepewnych. W takich czasach dobrze jest pośmiać się przez kilka dni z rozmowy emerytów i nie martwić się o to, co przyniesie jesień. Ważne jest, aby stworzyć sobie oazy spokoju i zająć się czymś innym, aby utrzymać odporność.

I na koniec: jakie są Pana nadzieje związane z przyszłością wyspy Sylt?
Chciałbym, żeby ludzie bardziej się zastanawiali nad rozwojem wyspy i patrzyli na nią szerzej. Buduje się coraz więcej apartamentów wakacyjnych; Sylt ma ograniczoną przestrzeń, ale ludzie wciąż budują. Znam Sylt od urodzenia i szczerze się tym martwię. Mam nadzieję, że ktoś w końcu się opamięta i zacznie myśleć o tym, jak sprawić, by wyspa nadawała się do życia. Cieszyłbym się również, gdyby ludzie mieli lepsze maniery, gdyby było mniej narzekania, a woreczki na psie odchody były używane i odpowiednio utylizowane. Każdy, kto wrzuci swój woreczek do krzaka róży na Sylt przede mną, będzie bohaterem mojej kolejnej książki.