© Georg Heimberger

Garncarz z Syltu

Nowy talent do ceramiki Sylt

Saskia Hylmar z wielkim sercem wprowadza na rynek swoją markę „Hylli K”.

Kiedy dziesięć lat temu Saskia Hylmar wyruszyła do Nowej Zelandii, na drugi koniec świata, prawdopodobnie nie miała pojęcia, że ​​pewnego dnia osiedli się na Sylcie. I nie byle jak, na jeden sezon, żeby szybko zanurzyć się w wyspiarskim życiu, zaczerpnąć powietrza Morza Północnego, trochę popracować, a potem znowu ruszyć w drogę. Ale naprawdę.
Pragnienie podróży i żądza włóczęgi zaprowadziły rodowitą mieszkankę Hameln do rajskiego Raglan, gdzie mieszkała przez kilka miesięcy, surfowała, pracowała i w końcu poznała miłość swojego życia, Jana. Chłopaka z Hörnum! I tak, krótko mówiąc, Saskia trafiła na Sylt. W sam raz na chrzest bojowy w Zielone Świątki. Początkowo bez Jana, ten cieszył się kolejnymi miesiącami w Nowej Zelandii. Z niewielkim wsparciem w stylu „Znam kogoś, kto kogoś potrzebuje”, Saskia szybko znalazła kilka prac na wyspie, między innymi w branży gastronomicznej, aby początkowo zasilić swój budżet na podróże i w końcu się ustatkować.

Nowa Zelandia odegrała ważną rolę dla mieszkanki Wahlhörn nie tylko w sprawach miłosnych. To właśnie tam położyła podwaliny pod swoją obecną ceramikę. Choć nieco nieświadomie i być może bardziej jako aktorka drugoplanowa, wciąż była w samym środku wydarzeń. „Pomagałam tam raz w tygodniu w zajęciach z ceramiki dla dzieci i nie zajmowałam się gliną osobiście, a raczej pomagałam im się pocieszyć i dać im odpocząć. W ramach podziękowania pozwolono mi dołączyć do dorosłych na jeden dzień i spróbować swoich sił w garncarstwie na kole garncarskim” – wspomina Saskia swoje pierwsze próby. W jej oczach „niewiele z tego wyszło”, ale od tamtej pory jej niewielkie pragnienie garncarstwa stało się jeszcze silniejsze.

Z Nowej Zelandii do Sylt

„Niestety, w 2012 roku w Niemczech nie było prawie żadnych kursów garncarskich, więc przez długi czas nie widziałam gliny” – mówi Saskia. Dopiero gdy jej partner, wraz z koleżanką ze szkoły w Sylt, otworzył w 2018 roku restaurację Strænd na wydmach Hörnum, ponownie poczuła szansę na garncarstwo. „Naczynia?” „Tak, zrobimy to sami, damy radę” – oznajmiła z przekonaniem Saskia i przyjaciółka. Kreatywny duet szybko zorganizował warsztaty garncarskie i był gotowy do działania, ale w ciągu 48 godzin okazało się, że ich próba się nie powiodła i że ostatecznie będą musieli zamówić naczynia. Z wielkim optymizmem nie doceniali kunsztu garncarskiego.

Na czym polega sztuka garncarstwa? „To spokój. Trzeba być cierpliwym; glina nie lubi pośpiechu. Wygląda na łatwą i kiedy już się ją opanuje, taka jest. Ale na początku trzeba być cierpliwym” – wie teraz Saskia. Potrzeba dużo cierpliwości, zanim weźmie się gotowy produkt – filiżankę, talerz, garnek czy wazon – do rąk. Wiele osób nie wie, że „ceramika jest wypalana dwa razy, ale najpierw musi schnąć przez dwa tygodnie. Szkliwienie to cała nauka sama w sobie”.

Saskia nauczyła się dodatkowych etapów garncarstwa na wielu różnych kursach. W 2022 roku w końcu wszystko zaczęło się układać: od urodzinowego kursu próbnego w Hamburgu, przez pięciodniowy intensywny kurs w Barcelonie, po czterotygodniową wycieczkę edukacyjną do Toskanii. Wszystko zaczęło się układać, zabawa dawała jej coraz więcej radości, a jej pasja rozgorzała. „Toczenie na kole garncarskim ma wiele wspólnego z pamięcią mięśniową, co oznacza, że ​​trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć”. 

Sztuka ceramiki

W pewnym momencie Saskia zapytała nawet o praktyki w tym zawodzie, ale w Niemczech rzadko się je oferuje. Liczba aktywnych garncarzy w całym kraju generalnie spada. Szkoda, bo ceramika to jeden z najstarszych zawodów.

Ceramika ma również długą tradycję na Sylcie. Przyczyniła się do tego pracownia garncarska w Witthüs, otwarta w latach 50. XX wieku. Była to pierwsza tego typu placówka na wyspie, a zarazem pierwsza herbaciarnia na Sylcie. Począwszy od lat 70. XX wieku, garncarze Till Bruttel i Regine Skoluda wzbogacili ofertę artystyczną i rzemieślniczą Syltu, tworząc własną pracownię ceramiczną. Na przykład, tradycją stało się wręczanie noworodkom na Sylcie ręcznie robionego kubka z ich imieniem. Styl obu artystów był niepowtarzalny i popularny poza wałami.

Chociaż Saskia nadal pracuje na pełen etat w Plaża, ale teraz ma mały warsztat, w którym może eksperymentować, tworzyć i pracować z ceramiką. Nie musi już nawet transportować swoich wyrobów na stały ląd do wypału, co było niezwykle kosztowne. Spędza w swoim pokoju co najmniej trzy do czterech godzin dziennie. Najważniejszym elementem jest tu cisza i spokój.

Ręcznie robione na Sylcie

Ceramiczny kubek firmy Hylli K z czerwonym i białym szkliwem na tle niebieskiej, kafelkowej ściany.
© Saskia Hilmar

Zanim zacznie, opracowuje plan. Czasami tworzy coś intuicyjnie. Cokolwiek stworzy, musi najpierw wyschnąć, a potem przedmiot jest ponownie rzucany. Pozwala to na skorygowanie kształtu i usunięcie nadmiaru gliny kamionkowej. Następnie przychodzi czas na suszenie i szkliwienie. „Jest wiele etapów, ale warto, gdy jesteś podekscytowany jak małe dziecko otwierające piec po wypaleniu szkliwa i wdzięczny, gdy wszystko pozostało nienaruszone i wyszło dokładnie tak, jak sobie wyobrażałeś” – entuzjastycznie opowiada Saskia Hylmar, garncarka z Sylt.

Ręcznie robione prace Hylli K w Hörnum w Koncepcja StrandW którym Coco i James w Braderup i na Instagramie. Jednym z jej popularnych dzieł jest filiżanka w kształcie serca, idealna do herbaty, kawy i ceremonii otwierania serca kakao. Saskia będzie również wystawiać swoją ceramikę na jarmarku bożonarodzeniowym Kampen w Kaamp-Hüs od 6 do 8 grudnia.
Zapytania można kierować również drogą mailową: saskia.hylmar@web.de

Tekst: Julia Petersen